Pimpek od rana chodzi jakiś markotny.
- Co Ci jest? – zagadnąłem
- Nic, tylko dziś na ulicy zobaczyłem dziewczynkę bardzo podobną do Kasi. Przez chwilę pomyślałem, że to Ona. Podbiegłem do niej, ale to nie była moja Kasia, a ja ciągle za Nią tęsknię… i za moim domem.
- Pimpuś, a jaki właściwie był ten Twój dom?
- Mój dom… Pimpuś przymknął oczy – mój dom był ciepły i jasny, miałem swój koszyk z kocykiem, swoje miseczki, swoje zabawki…
- Zabawki?
- No! Miałem dwie piłeczki i taką fajną myszkę ze sztucznego futerka. Kasia często się ze mną bawiła, wiesz – do jednej z piłeczek była przyczepiona nitka i jak Kasia pociągała nitkę, to piłeczka uciekała, a ja ją goniłem …Pimpek rozpłakał się.
- Przestań się mazać i tak masz dużo szczęścia, że trafiłeś do nas. Zobaczyłbyś co to znaczy życie, gdybyś znalazł się na podwórku, na którym rządzi Brus i jego banda. Tam byś się długo nie uchował.
- Brus? Kto to jest?
To stary kocur z sąsiedniej ulicy, nie cierpi obcych. Widzisz te blizny na moim czole? To pamiątka po spotkaniu z Brusem.
- Ojej, widzę że naprawdę miałem szczęście.
- No, się wie. Ale Pimpek dlaczego właściwie tata Kasi wywiózł Cię z domu?
- Nie wiem, byłem grzeczny, nie brudziłem, nic złego im nie zrobiłem.
- To dlaczego?


Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków m. st. Warszawy